Zaczęło się od poduszek. Miękkich, pstrokacizny, z frędzlami tak długimi, że zahaczały o kawę na stoliku. Pamiętam to uczucie, gdy pierwszy raz wrzuciłam na Instagram zdjęcie mojego salonu i ktoś napisał: „O, boho!". I tak, to było boho, ale nie takie z katalogu – takie, które rosło razem ze mną. W małym mieszkaniu na Mokotowie, gdzie każdy centymetr liczy się podwójnie. Wnętrza w stylu boho nie wymagają przestrzeni, one wymagają charakteru.