Gdy pierwszy raz weszłam do mieszkania w starej kamienicy, od razu poczułam ten specyficzny klimat. Wysokie na trzy metry sufity, oryginalne drewniane podłogi pod warstwą starego parkietu i ogromne okna, przez które wpadało południowe światło. Ale zanim zdążyłam się rozmarzyć, uświadomiłam sobie skalę wyzwania. Każde wnętrza w kamienicy to mieszanka zachwytu i praktycznych przeszkód. Ściany bywają krzywe, instalacje mają swoje lata, a rozkład pokoi często nie przystaje do współczesnych potrzeb. Pamiętam, jak sąsiadka z góry skarżyła się na grzyba w narożniku przy oknie.