Kiedyś myślałam, że smart home to tylko gadżety, ale zmieniło się to, gdy zaczęłam kontrolować temperaturę. W bloku z lat 70. ogrzewanie bywa kapryśne, a kaloryfery w kuchni i sypialni grzeją nierównomiernie. Zainstalowałam termostat z czujnikiem otwarcia okna. Gdy wietrzę, system automatycznie zakręca zawór, żeby nie marnować ciepła. W nocy programuję niższą temperaturę, a rano budzę się w ciepłym pokoju bez czekania. To szczególnie ważne, gdy na kanapie z funkcją spania śpi gość i nie chcemy, żeby zmarzł. Dzięki temu rachunki za ogrzewanie spadły o 20 procent.