Największym wyzwaniem w maluchach jest brak naturalnego światła, zwłaszcza gdy okna wychodzą na północ lub są zasłonięte przez sąsiednie budynki. W moim przypadku salon i sypialnia były w jednym, więc potrzebowałam czegoś, co rozjaśni całość bez efektu zimnej poświaty. Postawiłam na ciepłą barwę 2700-3000 Kelvinów, która działa kojąco, a do tego na kinkiet nad łóżkiem z regulowanym ramieniem. Ważne, żeby unikać pojedynczej lampy sufitowej na środku, bo rzuca cienie na ściany i sprawia, że pokój wydaje się mniejszy.