Kiedy pierwszy raz stanęłam w mojej nowej kuchni, miałam ochotę od razu zabrać się do gotowania. Niestety, po kilku godzinach krojenia, mieszania i schylania się po garnki, plecy dały o sobie znać. To wtedy zrozumiałam, że ergonomia w kuchni to nie luksus, a konieczność, zwłaszcza w bloku z małym metrażem. Nie chodzi o to, żeby mieć wielką wyspę czy profesjonalny sprzęt, tylko o to, jak rozmieszczone są strefy robocze. Podstawą jest tzw. złoty trójkąt, czyli lodówka, zlew i płyta grzewcza. Jeśli odległości między nimi są zbyt duże, każde danie zamienia się w maraton.