Nie zapominajmy o ergonomii, bo nawet najpiękniejsze biurko do pracy w domu nie uratuje cię przed bólem ramion, jeśli siedzisz na krześle z Ikei za 200 złotych. U mnie sprawdził się fotel z regulacją podłokietników i zagłówkiem, ale prawdziwym game changerem był podnóżek. Ustawiłam go pod biurkiem, żeby nogi nie zwisały w powietrzu, co od razu poprawiło krążenie. Przyznam, że wcześniej myślałam, że to fanaberia, ale po miesiącu użytkowania nie wyobrażam sobie dnia bez niego.