W salonie, gdzie często goszczę rodzinę, postawiłam na kilka lamp o różnych wysokościach. Jedna stoi na podłodze przy oknie, druga na komodzie, a trzecia wisi nad stołem. Każda ma inny klosz: jeden z matowego szkła, drugi z wikliny, trzeci z metalu. Mieszanie faktur sprawia, że światło nie jest monotonne. Gdy zapalam wszystkie naraz, tworzy się warstwowa poświata, która wypełnia każdy kąt. Nawet jeśli ktoś śpi na rozkładanej kanapie z funkcją spania, może dostosować sobie ilość światła, nie przeszkadzając innym.