Kiedy wprowadziłam do domu pierwszego kota, myślałam, że wystarczy miska, drapak i kuweta. Szybko się przekonałam, że wnętrza dla zwierząt to zupełnie inna liga. Moja ukochana sofa z jasnej tkaniny po tygodniu wyglądała jak pole bitwy, a drapak rozpadł się po miesiącu. Zaczęłam więc szukać rozwiązań, które pogodzą potrzeby moich pupili z moim poczuciem estetyki. I wiecie co? Okazało się, że da się to zrobić, ale trzeba podejść do tematu z głową. Nie chodzi o to, żeby zamienić salon w zoo, tylko stworzyć przestrzeń, w której wszyscy czują się dobrze.