</p><br>
<br>
<p>Kiedy urządzałam pierwsze mieszkanie w bloku z wielkiej płyty, od razu uderzyła mnie ta jedna rzecz - pośrodku sufitu hantlował się jeden, samotny kabel z żarówką. W salonie, który miał pełnić funkcję sypialni dla gości, to było fatalne rozwiązanie. Światło padało z góry, tworząc ostre cienie na twarzach, a kanapa rozkładana stała pod ścianą, gdzie panował półmrok. Nie miałam budżetu na kucię ścian, więc zaczęłam szukać alternatyw. I tak trafiłam na kitchen lighting, które zupełnie zmieniło moje myślenie o oświetleniu strefy dziennej.