Kluczowym elementem jest wilgotność. W sezonie grzewczym spada ona często poniżej 30 procent, a optymalna dla naszego organizmu to 40-60. Suchość w nosie, podrażnione gardło, a nawet pękające kąty w pokoju to sygnały alarmowe. U siebie postawiłam na mokre ręczniki na kaloryferach i kilka doniczek z paprociami, ale to działa tylko przy małych metrażach. W salonie, gdzie mam dużą kanapę z funkcją spania, wilgotność spada błyskawicznie, gdy włączam ogrzewanie. Rozwiązanie? Znalazłam stary, ceramiczny nawilżacz na kaloryfer, który wisi na grzejniku i paruje wodę bez prądu.