Pogłos w domowym biurze bierze się z twardych, gładkich powierzchni, które odbijają dźwięk: gołe ściany, podłoga z paneli, biurko, szyby, szafki bez frontów. W pustym pokoju fala dźwięku odbija się kilka razy, zanim dotrze do mikrofonu, a rozmówca słyszy twoją mowę zmieszaną z jej kopią opóźnioną o milisekundy. Efekt jest taki, że sylaby się nakładają, końcówki wyrazów giną, a ty mimo dobrego mikrofonu brzmisz, jakbyś mówił z studni.