Salon zyskał nowe życie, gdy dodałam do niego wersalka w rogu. Stała tam wcześniej pusta donica, a teraz jest dodatkowe siedzisko dla gości. Wersalka ma prosty, skandynawski kształt, obita jest szarym lnem. Na niej leży pled w kolorze terakoty i poduszka z haftem. Gdy nikogo nie ma, służy mi jako miejsce do czytania albo drzemki. Ma też płytką szufladę na drobiazgi, co w małym mieszkaniu jest na wagę złota. Znalazłam ją na OLX za 200 złotych, a po odświeżeniu tapicerki wygląda jak nowa. To właśnie urok boho – nie trzeba kupować wszystkiego nowego. Wystarczy dobry wzrok i trochę cierpliwości. I umiejętność negocjacji, bo na targach staroci ceny bywają zawyżone.<br>
<br>
<br>
<br>
Ostatnim akcentem była wymiana podłogi. W kuchni położyłam gres imitujący drewno – jest ciepły w dotyku i łatwy do utrzymania w czystości. W salonie, gdzie stoi lozko z pojemnikiem na posciel i kanapa z funkcja spania, wybrałam panele winylowe – są odporne na wilgoć i nie odkształcają się pod ciężarem mebli. Po remoncie kuchni każdy kąt ma swoje przeznaczenie, a ja wreszcie nie czuję się jak w magazynie. Wyspa na kółkach, mobilny blat i schowana pościel sprawiły, że mieszkanie stało się funkcjonalne nawet przy ograniczonej przestrzeni. Goście chwalą, że czują się u nas jak w domu, a ja cieszę się, że nie muszę już trzymać garnków w salonie. Remont był wyzwaniem, ale efekt – nowa kuchnia i przemyślana przestrzeń – wynagradza każdy kurz i nerwowy telefon do ekipy.<br>
<br>
<br>
<br>
W sypialni, która jest właściwie wnęką za regałem, postawiłam na prostotę. Małe metraże wymuszają kompromisy, więc zamiast wielkiego łoża mam łoże z pojemnikiem na posciel. To prawdziwy game changer. Pod materacem mieszczą się koce, zimowe swetry i zapasowe prześcieradła. Sam materac piankowy ma 16 cm wysokości i leży na stelaz listwowy, który zapewnia cyrkulację powietrza. W boho ważne jest, żeby spać w otoczeniu naturalnych tkanin. Pościel lniana, narzuta z bawełny organicznej, a na ścianie wiszą dwie makramy, które zrobiłam sama w trzy wieczory. Nie ma tu nic zbędnego, ale jest przytulnie. Problem pojawił się tylko z wentylacją – małe sypialnie szybko się nagrzewają. Dlatego wybrałam lekkie, bawełniane zasłony zamiast ciężkich firan. Przepuszczają światło, ale dają poczucie intymności.<br>
<br>
<br>
<br>
Zanim w ogóle pomyślałam o sztukaterii, moje mieszkanie wyglądało jak pudełko po butach. Proste ściany, gładkie sufity, zero detali. Dopiero gdy znajoma pokazała mi swoje przedpokój z listwami przy suficie, poczułam, że coś mi umyka. Sztukateria we wnętrzach to nie tylko ozdoba dla starych kamienic. W bloku z wielkiej płyty potrafi zdziałać cuda. Mój pierwszy raz z tym elementem to zwykłe listwy przypodłogowe z poliuretanu. Kupiłam je w markecie budowlanym za grosze. Przykleiłam sama, bez fachowca. Efekt? Goście myśleli, że mam wysokie sufity. A to tylko sztuczka optyczna. Od tamtej pory nie wyobrażam sobie aranżacji bez tego akcentu.<br>
<br>
<br>
<br>
Zastanówcie się też, jak często korzystacie z funkcji spania w ciągu dnia. U mnie kanapa służy jako miejsce do czytania, drzemki i oglądania filmów. Narożnik z funkcją spania ma tę zaletę, że możecie na nim leżeć w poprzek, bez rozkładania, co jest ratunkiem, gdy wracacie zmęczeni po pracy. Ale jeśli wasz salon jest też jadalnią, narożnik może blokować dostęp do stołu. U znajomych widziałam narożnik w kształcie litery U, który wyglądał świetnie, ale zajmował tyle miejsca, że nie dało się postawić fotela dla dziecka. Wszystko sprowadza się do tego, by narysować plan pomieszczenia w skali 1:20 i odmierzyć wszystkie wymiary, łącznie z otwieranymi drzwiami szafy.<br>
<br>
<br>
<br>
<img src="http://www.bikerussia.com/wp-content/uploads/2006/06/big/P6130483.jpg" style="max-width:400px;float:right;padding:10px 0px 10px 10px;border:0px;">Nie zapominajmy też o świetle naturalnym, które jest bezcenne. W ciągu dnia staram się maksymalnie wykorzystać okno - nie zasłaniam go ciężkimi firankami, tylko lekką roletą rzymską, którą można łatwo podnieść. Wieczorem natomiast, gdy zapada zmrok, włączam system warstwowego światła: najpierw ogólne, potem punktowe nad blatem, a na koniec nastrojowe. Dzięki temu kuchnia zmienia się wraz z porą dnia. W weekendy, gdy gotuję dłuższe obiady, często pracuję tylko przy świetle z okna i lampie nad stołem - to dla mnie najprzyjemniejszy moment. Warto też pomyśleć o lusterkach lub błyszczących frontach szafek, które odbijają światło i optycznie powiększają przestrzeń. Nawet w ciemnej kuchni można osiągnąć wrażenie jasności i przestronności.<br>
<br>
<br>
<br>
W kuchni zmieściłam też niewielką wyspę na kółkach – to mój mobilny blat roboczy, który po obiedzie wjeżdża pod stół. Na co dzień stoi pod oknem, a gdy gotuję większe ilości, przesuwam go na środek. Przy remoncie kuchni zainwestowałam w oświetlenie LED pod szafkami – ciepłe światło o temperaturze 2700 kelwinów sprawia, że przestrzeń wygląda przytulnie, a nie jak sala operacyjna. Kafelki za płytą grzejną wybrałam w kolorze butelkowej zieleni – ryzykowny kolor, ale z połyskiem odbija światło i dodaje głębi. Niestety, przy okazji okazało się, że ściany w starym budownictwie są krzywe, więc ekipa musiała je wyrównywać zaprawą. To wydłużyło remont o trzy dni i doliczyli mi za to ekstra. Zawsze pytajcie o kosztorys z uwzględnieniem ewentualnych nierówności – oszczędzi wam nerwów i pieniędzy.